Nothing she had seen or heard or learned about it could prepare her for the physical reality. It was too real, too big. Too close. The difference between the Chaga and the dry acacia scrubland in its path was more than the difference between savannah and rainforest. It was the difference between land and ocean, between sun and moon. (...) It smelled of the fruit of Eden. It smelled of the sun-smeared rocks of Mercury and the ice-floes of Triton. (...) It smelled of the birth of stars, the death of galaxies and God's armpits. It smelled of the ocean of unknowing.
"Chaga", książka znana również pod tytułem "Evolution's Shore", to świetna powieść, wielka, piękna, groźna, naprawdę epicka pod względem tematyki, złożoności koncepcji i ogromu wizji jaką przed Czytelnikiem roztacza. "Chaga" tak jak późniejsze powieści McDonalda - "Rzeka Bogów", "Dom Derwiszów", "Brasyl" eksploruje hasło Williama Gibsona o przyszłości, która jest tu i teraz, ale jest na świecie nierówno dystrybuowana. W przypadku "Chagi" to przyszłość Afryki, kontynentu tak pięknego jak i tragicznego. Główną osią fabuły jest nagłe astronomiczne zdarzenie - zniknięcie jednego z księżyców Saturna i Incydent Kilimandżaro - pojawienie się w Afryce czegoś obcego, niespotykanego quasi-biologicznego zjawiska spoza naszego układu słonecznego. To coś przypomina dziwną, roślinną formę życia, która przemienia wszystko co napotka na swojej drodze, w tym ludzi i zdobycze naszej cywilizacji. Ale "Chaga" to przede wszystkim dramatyczny obraz Afryki w najbliższej przyszłości - pięknej przyrody i mistycznej kolebki ludzkości, ale i brutalnej postkolonialnej polityki, świata rozrywanego nędzą, śmiertelnymi chorobami (kolejne odmiany AIDS), brutalnymi wojnami narodowymi, plemiennymi i bezwzględnymi prawami międzynarodowych rynków. Zderzenie realnych, okrutnie bolesnych problemów polityczno-społecznych z wielkimi tematami współczesnego s-f - dyskusją o definicjach życia, świadomości, granicach człowieczeństwa zaowocowało jedną z najlepszych książek w fantastyce jakie miałem (wielką!) przyjemność czytać.
Mimo wszelkich zarzutów jakie można by skierować pod względem autora o tendencyjność i pewne uproszczenia z jakimi opisuje futurystyczną Afrykę to styl tej powieści, niesamowity poziom emocji jakie budzi oraz nieprawdopodobna idea obcej formy życia, z którą stykają się ludzie są bezwzględnie imponujące. Socjologia, biologia, filozofia, psychologia i nauki polityczne wymieszane razem tworzą mieszankę piorunującą, w jak najbardziej pozytywnym sensie, ale też mieszankę przejmującą, "chwytającą za duszę". Tak jak pozostałe powieści McDonalda ta książka boli, pokazuje jak bardzo niesprawiedliwy i podzielony jest nasz świat. Faktem jest, że "Chagę" naprawdę trudno odłożyć na półkę po skończeniu ostatniej strony. Największą wadą tej powieści jest... jej trudna dostępność. I chodzi zarówno wersji PL, jak i oryginału. Może jakieś reedycje??? Wytrwałym łowcom dobrej fantastyki polecam - to naprawdę warta czasu i uwagi lektura. Rasowe, wysoko-koncepcyjne s-f w najlepszym wydaniu z fascynującym, trudnym, bardzo aktualnym tłem społecznym i wieloma pytaniami na które trzeba sobie samemu odpowiedzieć po skończeniu ostatniego zdania. Książka wytrącająca z przekonania o pełnym rozumieniu otaczającego świata i depcząca dumny euro-amerykocentryzm, choćby dlatego warto po nią sięgnąć.
Na zachętę magiczna, muzyczna podróż do Afryki:
Moje fanstastyczno-literackie i kulturowe fascynacje - od Williama Gibsona i Blade Runnera do światów postludzkich Dukaja i Egana, przez gasnące słońca Wolfe, antyutopie Zajdla, anarchistyczne horrory Mieville, solarystyczne hipotezy Lema i miejskie mity Gaimana...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia umysłu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia umysłu. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 kwietnia 2012
piątek, 17 lutego 2012
Katedry nauki, objawienia idei, hymny logiki, geometrie światów doskonalszych - "Anathem" Neal Stephenson.
The full cosmos consists of the physical stuff and consciousness. Take away consciousness and it's only dust; add consciousness and you get things, ideas, and time. Podobno Paryż wart był mszy, "Anathem" Neala Stephensona, autora fenomenalnych: "Snowcrash" ["Zamieci"], "Diamond Age" ["Wieku Diamentowego"] i "Cryptonomiconu" to proza, która absolutnie wymagała ponownej lektury by móc napisać o niej chociaż parę słów. W przypadku takich książek trzeba uważać na zamazywanie się map poznawczych, zwodniczość własnej pamięci. "Anathem" [w polskiej wersji "Peanatema"] to powieść monumentalna pod względem conajmniej kilku parametrów, nie tylko chodzi tu o objętość (~1000 stron), ale przede wszystkim o wymiar idei - Stephenson podjął się jakieś przerażającego, tytanicznego wysiłku by nie tylko stworzyć alternatywny, przebogaty świat, ale też by ten straszliwie złożony mechanizm wprawić w ruch, uczynić go żywym. "Anathem" to jeden z nielicznych przykładów gdzie gigantyczny, wielowarstwowy world-building jest integralnie powiązany z fabułą (i to jaką Fabułą) - taka sztuka udała się tylko nielicznym - Dukajowi w "Innych Pieśniach", Herbertowi w "Diunie". Huberathowi w "Miastach pod skałą", Wolfe w "Księdze nowego Słońca". Pierwszy kontakt z "Anathem" jest naprawdę intensywny, niełatwo w tę rzeczywistość "wejść" (początkowe kilka rozdziałów potrafi naprawdę wykończyć liczbą informacji koniecznych do przyswojenia by pojąć reguły funcjonowania ~rzeczywistości), ale szybko można zorientować się że świat wykreowany przez Stephensona to płaszczyzna tak fascynująca, immersywna, że niełatwo tę powieść odłożyć. Faktem jest, że po przeczytaniu "Anathem" nie można przestać "myśleć" kategoriami wykreowanym przez autora - złożonym protyzmem, hyleańskimi światami teoretycznymi, ma się wielką ochotę potraktować napływające wiadomości widłami Diaxa ;).
Our brains are flies, bats, and worms that clumped together for mutual advantage. These parts of our brains are talking to each other all the time. Translating what they perceive, moment to moment, into the shared language of geometry. That's what a brain is. That's what it is to conscious.
Jak już niektórzy się pewnie zorientowali - w przypadku tej książki niechętnie zdradzam fabułę. Nie chcę po prostu psuć zabawy, bo odkrywanie opowieści to jedna z wielu radości związanych z "Anathem". W wielkim, okrutnym, telegraficznym skrócie napiszę tylko, że główny bohater - Fraa Erazmas jest członkiem specyficznej, przypominającej (pozornie) klasztor wspólnoty naukowców, filozofów, informatyków - u Stephensona nazywanej matemem - którzy tysiące lat wcześniej odcięli się od reszty społeczeństwa po gigantycznej katastrofie cywilizacyjnej. By przetrwać stworzyli specyficzną Dyscyplinę, bardzo hermetyczny i złożony system zasad, kodeksów i regulaminów postępowania oraz myślenia, który radykalnie odróżnia ich od "świeckiego świata" extramuros. Jak łatwo się domyśleć to przechowywana w matemach (~klasztorach) wiedza i zdolności do emprirycznego, krytycznego, logicznego radzenia sobie z nieoczekiwanymi faktami będą konieczne, gdy przyjdzie zagrożenie przekraczające możliwosci poznawcze "świeckiej" władzy [Powers that Be] i umysłów "zwykłych ludzi". Stephenson porwał się na tematykę bardzo szeroką - od socjologii zamkniętych społeczeństw i konsekwencji hermetycznych zasad relacji społecznych po historię (filozofii) nauki, kognitywistykę, światy platońskie, aż po fizyki kosmiczne i rzeczywistości równoległe. "Anathem" to filozoficzno-naukowy tour-de-force, prawdziwe maksima jakie da się wycisnąć ze współczesnego s-f, ale też jedna z nielicznych powieści w tym gatunku co do których przymiotnik "filozoficzna" jest w pełni uzasadniony. Co wydaje się nieprawdopodobne teoretyczne dialogi i dysputy u Stephensona są nieraz równie fascynujące co rozpędzona akcja w niejednym cyperpunkowym klasyku (ale i akcji w "Anathem" nie braknie), a niepozorne detale delikatnie zasugerowane i wtopione w matemową rzeczywistość stają się integralnymi elementami fabuły w finale książki. I muszę to jeszcze raz podkreślić - naprawdę rzadko spotykam się w literaturze z tak nieprawdopodobnym wysiłkiem twórczym służącym do kreacji niespotykanego, dopracowanego w każdym detalu, spójnego i fascynującego świata, w którym współgrają socjologia, historia, technika, idee.
Nothing is more important than that you see and love the beauty that is right in front of you, or else you will have no defense against the ugliness that will hem you in and come at you in so many ways.
Naturalnie Stephenson nie jest amatorem w tej "world-buildingowej" tematyce - powołał już do życia niepokojącą, cyberpunkową satyrę w "Zamieci", alternatywno-steampunkową przyszłość "Diamentowego Wieku", śledził rozwój nauk empirycznych w "Cyklu Barokowym" i ciemnych kart informatyki w "Cryptonomiconie". Jednak to "Anathem" zajmuje moim zdaniem honorowe pierwsze miejsce wśród tych fantastycznych powieści i jest jednym z najwybitniejszych, złożonych i przemyślanych osiągnięć fantastyki ostatnich lat. Co najważniejsze ponowna lektura sprawia taką samą, a może nawet jeszcze większą radość, co pierwsze zetknięcie z matemowym światem. Polecam z pełną premedytacją, są w tej powieści memy naprawdę warte rozpowszechniania :).
Wystąpienie Neala w siedzibie Google po premierze "Anathem":
niedziela, 5 lutego 2012
Requiem dla świadomości - "Ślepowidzenie" Peter Watts
Am I nothing but sparking chemistry? Am I a manget in the ether? I am more than my eyes, my ears, my tongue; I am the little thing behind those things, the thing looking out from inside. But who looks out from its eyes? What does it reduce to? Who am I? Who am I? Who am I?Powieść totalna. Efekt jaki wywołuje porównywalny do "Czarnych oceanów" Dukaja, "Solaris" Lema, "Ubik" Dicka, "Perdido Street Station" Mieville, "Diaspora" Egana lub "Anathem" Stevensona - intensywność tej prozy i idee jakie ze sobą niesie "mielą" czytelnika długo po skończeniu ostatniej strony, czyli w skrócie wysokogatunkowe s-f na miarę XXI wieku, dorównujące największym klasykom. W zasadzie to już chyba jest klasyk.
Generalnie zachęcam do przerwania lektury tego bloga i udania się do najbliższej księgarni. Jak ktoś ma system nerwowy pozwalający na odroczenie gratyfikacji to oczywiście można poczytać dalej, postaram się nie zepsuć zabawy.
Peter Watts wykonał robotę koronkową mieszając klasyczne motywy s-f z horrorem, ludzkim dramatem i fascynującym, (neuro)filozoficznym wykładem na temat granic naszych systemów poznawczych i świadomości. "Ślepowidzenie" to nie standardowa powieść o próbie komunikacji człowiek-obcy, ale głębokie, wręcz nieprzyjemne spojrzenie w nas samych, próba zbudowania map ciemnych obszarów naszej nieświadomości, naszych wybitnych zdolności do selektywnego zapominania i tworzenia fałszywych wspomnień, próba zrozumienia nieprawdopodobnych zjawisk zachodzących w naszych umysłach, pozwalających nam na "normalne" funkcjonowanie. Na samym początku powieści wstrząsa wybór głównego bohatera - dla Siri Keetona całe życie to funkcjonowanie pośród Obcych, ponieważ w wyniku problemów neurologicznych utracił możliwość odczuwania większości emocji. Miłość, przyjaźń, zaufanie widzi w korelacjach zachowań, w racjonalnej obserwacji otoczenia i redukcji innych do zestawów statystycznych prawdopodobieństw. Jest idealnym pomostem umożliwiającym porozumienie między myślącymi, biologicznymi maszynami a ludźmi. Być może będzie jedynym, który zrozumie Obcych. A Oni w dość tajemniczy sposób dali znać o swoim istnieniu, przy pomocy sygnału który może być zwykłym powitaniem, oznaką ciekawości, albo pierwszy zwiastunem nadciągającej zagłady.
How do you say "We come in peace" when the very words are an act of war?
Siri oczywiście nie działa sam. W drużynie "ambasadorów" jest jeszcze biolog-synesteta "czujący" dane i "słyszący" molekuły, psycholingwistka z roszczepioną świadomością (równoległe przetwarzanie jest szybsze niż szeregowe), militarny strateg z bardzo, bardzo ciemnymi kartami w przeszłości i dowódca, który w ogóle człowiekiem nie jest, lecz perfekcyjnie racjonalną istotą, krwiożerczym socjopatą planującym każdy ruch niczym partię szachów. Tak, w drużynie reprezentującej ludzkość w czasie pierwszego, być może rozumnego kontaktu jest wampir - dziwaczna, budząca pierwotny lęk istota, zupełnie inaczej pojmująca czas i rzeczywistość niż my, nie mająca problemu z widzeniem obu wersji kostki Neckera równocześnie. Cóż, jak można się domyśleć spotkanie różnych systemów poznawczych, biologii i rzeczywistości nie będzie graniem prostej melodyjki z "Bliskich spotkań trzeciego stopnia", ale przeżyciem ekstremalnym, granicznym, z gatunku tych których szybko się nie zapomina. Ale gwarantuję, że będzie ono daleko inne niż można się spodziewać. Watts ma odwagę i zdolność sięgnąć bardzo głęboko - w nasze wewnętrzne lęki, tajemnice, jego zimna i precyzyjna proza może wręcz szokować, ale nie daje o sobie łatwo zapomnieć. Dzięki takim książkom kocha albo nienawidzi się literatury s-f, pozostać obojętnym bardzo trudno.
Nieprawdopodobne jest to, jak bardzo różnie można opowiedzieć ten sam temat w literaturze - spotkanie z ostateczną Obcością może być przeżyciem egzystencjalno-humanistycznym w "Eifelheim" Flynna, dyskusją o tożsamości w "Piątej głowie Cerbera" Wolfe, niezdolnością do pojęcia odrębnych teologii i socjologii w "Mówcy umarłych" Carda, bezsensownym konfliktem w "Wiecznej wojnie" Haldemana, przerzucaniem pomostów między niewspółmiernymi paradygmatami języka w "Embassytown" Mieville, spotkaniem z absolutem w "Solaris" Lema i "2001: Odysei Kosmicznej" Clarke'a. Watts dokłada swoją cegiełkę, bardzo niepokojącą i bardzo unikalną, będzie niezwykle istotnym punktem odniesienia w czasach kongitywistycznego boomu.
That little man, that arrogant subroutine that thinks of itself as the person, mistakes correlation for causality: it reads the summary and it sees the hand move, and it thinks that one drove the other.
But it's not in charge. You're not in charge. If free will even exists, it doesn't share living space with the likes of you.
Od rozumienia własnych emocji po próby budowania poznawczych mostów między odrębnymi biologiami i fizykami, ciemna i niebezpieczna wędrówka przez większość najważniejszych tematów jakie literatura s-f odważyła się poruszyć. Bardzo udana wędrówka. Spróbujcie.
Powieść tradycyjnie można w całości, legalnie przeczytać na stronie autora.
W ramach atrakcji wykład filozofa-kognitywisty prof. Thomasa Metzingera, którego głośna publikacja "Being No One", ukazująca ludzką świadomość jako specyficzną symulację budowaną przez nasz system nerwowy, zainspirowała w dużym stopniu Wattsa do napisania "Ślepowidzenia" (dostępne napisy w PL):
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
